Dziennik dziewczyny, która szuka Egona Bondy'ego PL-CS (2)

 

Szłam rosą przez kępy zarośli

ujrzałam tyłek rzadkiej białości

ruchało się tam na lewym boku

piękne dziewczę o niebieskim oku

 

Šla jsem rosou po jeteli

zřela zadek vzácné běli

Mrdala tam zlevoboka

krásná holka modrooká

 

***

 

Wyszłam z lasu było już dawno po zmroku

Dotarłam do właśnie skoszonej łąki

Już tylko jeden chłopiec z dziewczyną wiązał kilka kroków ode mnie

ostatnie snopy w kopce

Przyzwyczaiłam się że gdy ludzie mnie widzą są zdziwieni

i chciałam ruszyć dalej

Chłopiec mnie zatrzymał i nawet nie zapytał

Tarzał się po mnie tak że kiedy wstałam

byłam obdrapana do krwi od ścierniska

Dziewczyna stała cały czas nad nami z rękami u boku

i milczała

 

Vyšla jsem z lesa a bylo pozdě za soumraku

Ocitla jsem se na právě pokoseném poli

Už jen jeden kluk s holkou stavěli pár kroků ode mne

poslední snopy do panáků

Byla jsem zvyklá že když mne lidé vidí jsou překvapeni

a chtěla jsem ovšem pokračovat v cestě

Kluk mi ji zastoupil a moc se neptal

Válel se po mně že když jsem vstala

byla jsem do krve rozdrápaná od strniště

Holka stála celou tu dobu nad námi s rukama v bok

a mlčela

 

***

 

Kobiety na urlopach

o dobrze odżywionych piersiach i tułowiach

szły za mną gdzie tylko się pojawiłam

i wołały mnie do swego auta swojej chaty do swych tranzystorów

nad stawem rybnym

do tych swoich cel więziennych prima sort

kozich zagród

i świnskich chlewów

obiecując że wyślą męża do Pragi

(dzieci już były u babci)

pójdą ze mną jak tylko

wypłacą z lokaty pieniądze

lub przynajmniej dadzą mi bikini

 

 

Ženské na dovolené

s velmi dobře živenýma prsama a bokama

běžely za mnou kde jsem se objevila

a volaly mne do svého auta své chaty ke svým tranzistorům

u rybníka

do těch svých prima vězeňských cel

kozích ohrádek

a prasečích chlívků

slibujíce mi že pošlou manžela do Prahy

(děti byly stejně u babičky)

půjdou se mnou jen co

vyzvednou ze záložny peníze

nebo mi aspoň dají plavky

 

***

 

Rozległe pola

na nich jak stonki kombajny

nowe ogromne lśniące stogi słomy

a w każdej wiosce agent tajny

 

Široširá pole

na nich jak mandelinky kombajny

nové ohromné svítící stohy slámy

a v každé vesnici tajný

 

***

 

Jednej trzydziestopięcioletniej nie zdołałam umknąć

Za załomem wąwozu stał domek

a ona u drzwiczek w starym spłowiałym zniszczonym stroju kąpielowym

cyce dwudziestokilowe żadne wiszące wymiona

(później pięknie sterczały)

malowała płot

Zawołała mnie gdy już minęło pierwsze zdziwienie

ale ja szłam dalej grzecznie odmachując tylko

i pozdrawiając

a ona ciach roztargała ten stary biustonosz

i stanęła w otwartej furtce

więc po prostu musiałam się wrócić

Cieszyłam się że niewiele mówi ba! właściwie nic

zaciągnęła mnie na tapczan

i tam mnie pokryła jak burzowy obłok

Głowę wsadziłam między jej uda

była cała nagrzana słońcem

dupa pachniała jej dupą

pizda pachniała jej pizdą

- tak to być powinno -

cóż było robić

nie mogłam obu nie wylizać przecież

Później wieczorem nie wiedziałam

czy zaznaczyć kreskę między pozostałymi

czy lepiej na drugim ramieniu

Ale potem pomyślałam że będę śmiesznie wyglądać

z tyloma na jednym i z jedną na drugim

- nie przyszło mi do głowy że to przedwczesne obawy -

więc nakreśliłam znak między pozostałymi a przy niej dodatkowo

jedną małą kropkę jeszcze.

 

 

Jedné té pětatřicátnici jsem neunikla

Za zátočinou úvozu stála chata

a ona u vrátek ve starých vyrudlých a roztrhaných plavkách

kozy dvacetikilové žádná visící vemínka

(později se jí pěkně postavily vzhůru)

natírala plot

Zavolala na mne hned jak ji přešlo první překvapení

ale já jsem šla dál a jen jsem jí způsobně zamávala

a pozdravila

a tu si rycem roztrhla tu starou podprsenku

a postavila se do otevřených vrátek tak

že jsem se prostě musela vrátit

Udělalo mi dobře že mnoho nemluvila ba vlastně nic

zatáhla mě ke gauči

a tam mě pokryla jako bouřkový mrak

Hlavu jsem měla mezi jejími stehny

byla celá rozpařená sluncem

prdel jí voněla prdelí

kunda jí voněla kundou

- tak to konečně má být -

co se dalo dělat

nemohla jsem jí obě nevylízat taky

Později večer jsem nevěděla

mám-li si za ni udělat prýmek mezi ostatními

nebo snad třeba na druhou paži

Ale pak jsem se bála že bych vypadala trochu legrační

kdybych na jedné ruce jich měla tolik a na druhé jen jeden

- nepřišlo mi na mysl že to byly předčasné obavy -

a tak jsem si udělala značku pod ty ostatní jen k ní ještě

jednu malou tečku navíc

 

***

 

Kołchoźnice się śmiały ściągały na polach suknie

ukazując dojrzałe cipy

i wydatne dupska

które naprawdę wszystko zniosą

i wobec których moja cipeczka i dupeczka

naprawdę nie są konkurencją

i dlatego tak się chichrały i klepały po tyłkach

ze śmiechem padając w ramiona

 

Jézédačky se smály zvedaly na polích sukně

a ukazovaly vyspělé píči

a zdatné zadnice

které opravdu něco snesou

a pro něž moje kundička a prdelka

opravdu nejsou konkurence

a proto se taky jen chechtaly a plácaly do zad

až si smíchy padaly do náručí

 

(...)

 

(cdn)

Komentarze (23)

  • Potwornie rozwleczone Jodła. Ja bym nawet slipów nie opuścił, opad bez wschodu.
    Pełno niekonsekwencji:
    "Kołchoźnice się śmiały ściągały na polach suknie
    ukazując dojrzałe cipy"
    - kołchoźnice i suknie?. Kto to widział, odzienie salonowe.

    Esencję wykadruj, nadaj zywioł z realnym obrazem co się dociska i odciska płomieniami lub przynajmniej nęcącym smrodkiem.
    np.
    leżąc na trawiennym słońcu z wydrapem w kudłatym cipsku
    opór do gardła dna przerażona cukrem wsadzony parskacz
    a ona by jaja oczu nie powybijały wyć nie mogła goła

    a potem zaworek bardziej w prawo, o żyły na wierzchu idzie

  • Z czeskiego więc troszkę można było załapać stylu i jakoś tak chociaż poczuć jak to w oryginale . Nie jestem specem ale wydają sie być ok ,prócz pierwszego wiersza:) Niby to samo ale zupełnie w innym stylu i rytmie wyszedł . Myśle ze nad pierwszym trzeba popracowac

    PS: Niestety nie wszytkie wiersze podobają mi sie , ale nie muszą przecież .

  • A w ogóle mój drogi T-bone załapałeś, że to przekład, prawda?

    Kołchoźnice i suknice, żeby nie było durnego rymu ze spódnicami.
    Może się zmieni na sukienki kiedyś rzeczywiście.

    Autor: Egon Bondy.
    Powtórzyć?

  • Pierwszy jest akurat najlepszy Błażej, i rytmicznie, i stylistycznie. Wszelako.

    IMHO

  • PS: Tłumaczenie samo w sobie jest trudne, a już poezji niewyobrazalnie trudne:) To tak na marginesie :D

  • No co Ty Błażej, naprawdę? :O
    To niemożliwe. Zawsze kurwa myślałem, że zajebiście proste. Idę se odjebać nowy światopogląd, panie.

    BTW, drogi T-bone, "jézédačky" to pracownice JZD, czyli ichniejszego PGR Kołchoźnice wydały się najlepsze.

  • Hele čurácí: někdo z vás vůbec zvláda český?

  • Nebo někdo tady vůbec zvláda?

  • Na moje ucho jednak nie bardzo A czytam zawsze na głos poezję :) Jak by to wytłumaczyć moze na przykładzie: Moim zdaniem i układ wiersza, i rytm zachowany w 100% Rozumiem też nie kazdą rymowankę można idealnie przetłumaczyć ale ponizszy przykład dowodzi ze się da( wiem to prosty wierszyk) Ale też ten pierwszy tez nie jest zbyt skomplikowanym tekstem ( może dało by sie choć zachować sylabikę ilośc sylab? w wersie) Przekład byłby trafniejszy :) Wiem marudzę ale mogę więc marudzę :D



    Ten náš pes (Josef Václav Sládek)

    Ten náš pes,
    skákal dnes,
    skákal také včera;
    bude as
    skákat zas
    zítra do večera.

    Pejsku náš,
    co to máš,
    že's tak vesel stále?
    "Řek' bych vám,
    nevím sám -
    hop!" - a skákal dále.

    I tłumaczenie polske idealne ( niestety nie pamiętam kto tłumaczył wiersz):


    Ten nasz pies,
    skakał dziś,
    skakał także wczoraj;
    będzie tak
    skakał zaś
    jutro do wieczora.

    Piesku nasz,
    co tam masz,
    żeś tak wesół stale?
    "Powiem wam,
    nie wiem sam-
    hop!" - i skakał dalej.

  • Okropne gniociwo Sladka żeś wkleił Błażej, ale ok. Nie wtrącam się ludziom do dziennego menu.

    W kwestii wersyfikacji pierwszego tekstu: wiersz Bondy'ego ma układ 8-8-7-8, przekład 9-10-10-10. Moim zdaniem: no big deal.

    Opakují otázku: český chápeš kamo?

  • Bo tylko ten pamietałem z dzieciństwa W elementarzu miałem :D I tak na zawsze w głowie utknął

    No dobra pogadałem wyraziłem zdanie swoje bo mogłem Teraz ide coś zjeśc i przepalić bo wedzone dłużej trzyma :D

  • Załapałem gila, do autorsko kierunek. Studium językowe czy forma?
    "żeby nie było durnego rymu ze spódnicami" - dlaczego nie lokomotywa lub wanna z pianką? i rymu nima

    Zasmucasz mnie Jodła.
    I ja chciałem, żebyś mnie zabił razem z Kamilem. Maczetę rodową już dowieźli, wzgórek w kosmetyce, a tty jodła takie rzeczy?
    Artystą trzeba być, a nie biurwą.
    Zmień się Jodła i więcej mnie nie zasmucaj, ciao.

    Do bani z takim tekstem i jego "niebywałą siłą", eh.

  • Miała być awionetka, czekałem tydzień na dachu, ale mi się zimno zrobiło, więc już nie czekam.

    O co Ci chodzi T-bone?
    Przełożyłem kilka wierszy, nic więcej.

    Artystą nie jestem, tylko właśnie biurwą.
    Zajebiście się z tym czuję.

    Eh.

  • Tego nawet nie trzeba było tłumaczyć, to znaczy pieska.

    Panie Arku, siana się nie wiąże w snopki, nawet w Czechach. Jeśli siano, to ustawiali kopki, ale w tym wypadku raczej chodziło o zboże, nie o siano.

    A staruszek, jeśli kogokolwiek kiedykolwiek zgorszył, to umarł za wcześnie, teraz by już nikogo nie zgorszył. A ta zmiana płci kapitalna. Eros uniwersalny , można powiedzieć

  • Avio będzie pod teatrum, spoko. Czekałeś bez dolnej bielizny, widziałem ze sputnika. Strach podejść do dachu (widziałem po kupkach, że nie schodziłeś przez tydzień. Tylko dlaczego było ich aż dziewieć?), bo wkręci i urwie w wirniku.

    Przekładaj sobie w ramach ćwiczeń. Po czorta sadzić tutaj?, lubię Czechów, ale wkomponować klimę trzeba do okoliczności miejsca. Bez kraksu nie ma relaksu.

    No to bądź artystą, a biurwę się wyrucha i chuj.

  • No z tym zbożem, snopkami i kopcami miałem spore wątpliwości. Ale skoro zamieniłem pole na łąkę, to musiało być siano. Do przeredagowania. Dziękuję.

    Bondy dziś już nie gorszy. Już od dawna nie gorszy, za swojego życia nie gorszył. Bardzo nad tym ubolewał w latach 90-tych, co pamiętają czytelnicy reportażu Szczygła. Bondy wspomina, że aby naprawdę zszokować swoją publiczność musiał podpalić na ich oczach pieniądze. Wtedy dopiero było prawdziwe oburzenie ;)

    Ale w latach 70-tych w Czechosłowacju, czyli w bardzo mrocznej epoce (inaczej niż w naszym wesołym baraku), banalistyczny, wulgarny cykl o nimofance szukającej Bondy'ego robił wrażenie i wywoływał zapewne uśmiech na twarzach. To tylko fotografia, dość już wyblakła, jasne.

    Ale może ktoś tutaj lubi stare fotografie przez przypadek?

    ;)

  • Nie kazda pała staje, jak jej zagrają. Zważ.
    W epoce dinozaurów chodzenie z gołym cipskiem na wierzchu nie wywoływało jeszcze żadnego wrażenia poza okresem godowym i zwykle na węch.
    Teraz byle pisemko też nie przekłada się zaraz na wzwód piorunujący.

    Bodźcie Jodła, konieczne bodźce okolicznościowe z wytryskiem.

  • Odsyłam Cię drogi T-bone do trzeciego rozdziału "Szamana" Bondy'ego, znajdziesz tam i wytryski, i imponujące zwody, a nawet minety, gangbangi i bukaki. Śmiało, taste it.

  • Ty mnie Jodła nigdzie nie odsyłaj, mam wytryski spoko. Ja lubuję wyrafinowane patelache w żiviole, a nie jakieś ugniecione ziarenko kawioru na razowcu. U mnie ciasno po rozkraczonych kozetach.

    Przełóż jakie moje dziełko, gdzie po pierwszych wersach cipska niemiłosiernie ociekają bezbronne w cieniu wreda bez sumienia. I na priva nie opędzisz się od Czeszek.
    Tylko nie pomyl znowu snopków przykładowo z rzepakiem, wówczas padnie w zwis i przejdziesz na rękę.

    Poczekaj niech ci urośnie i wtedy podniesiesz poprzeczkę.
    Te dwie może Kamila, były z ukrycia?

  • T-bone, ja przekładam tylko na kierunku CS - PL, kodeks branży: bądź tylko nativem. Więc do swoich razowców musisz nająć Czechów / Czeszki, którzy (które) raczej na lit nie zaglądają...

    Nie wiem, czy jeszcze mi urośnie.
    Raczej będzie malał :/

  • Trzeci najładniejszy (to w sumie do Egona; tłumaczenia nie mogę ocenić, ale wierzę, że dobre). "c.d.n." mię raduje.

  • Uciekasz Jodła przed sławą. Nie najmuję, biorę co chcę na każdą chwilę. Stąd moje bogactwo i w razowcu, jak odbijasz echem i w salonowcu.
    Urośnie, w necie poczytaj o metodach, do potrzeb zakup stosowny walorek podciśnieniowy. Tylko uważaj: nie wykonaj w szale uniesienia długotrwałej malinki po całości", hehe.

  • marcowanie w sianokosy. odbieram, jako ciekawostkę, niekoniecznie ciekawą, ale dziękuję za sposobność. za przekład. zawsze nowe doświadczenie ;)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się